Szczęść Boże, mam na imię Halina. Chciałam się z Wami podzielić moją radością i Błogosławieństwem, jakie Jezus na mnie zesłał.

W ciągu 2 lat zostałam dwa razy uzdrowiona na mszy św z modlitwą o uzdrowienie – najpierw z mięśniaków, a rok później Jezus uzdrowił moje emocje, trzęsące się ręce i problem z poceniem się. Myślałam, że to już wszystko ale Jezus miał inne plany – pokierował moje drogi do Wspólnoty „Ogień Boży”. Tam przyjęłam Jezus i zaprosiłam Go do swojego życia i swojej rodziny. Wszystko się zmieniło, zrozumiałam, że przedtem moja wiara była jakby martwa, teraz żyję z Jezusem i jestem szczęśliwa, pomimo prób, jakie na mnie spadają.

Przed świętami Bożego Narodzenia trafiłam do szpitala z krwawieniem. To był 5 tydzień ciąży ale lekarze nie byli pewni, czy to ciąża normalna, czy pozamaciczna. Dużo się modliłam, poprosiłam też Wspólnotę modlitwę i uwierzcie, że czułam moc tej modlitwy, dodawała mi ona otuchy i cierpliwości. W końcu ostateczna diagnoza – obumarła ciąża pozamaciczna. Następnego dnia miały być jeszcze dodatkowe badania i operacja. Rano przyszedł ksiądz, przyjęłam Pana Jezusa, porozmawiałam chwilę z księdzem. Kiedy ksiądz już wychodził, zatrzymał się w drzwiach i zapytał mnie, czy wiem jaki jest numer mojej sali. Powiedziałam, że wiem: 813. Odpowiedział mi, że to szczęśliwa liczba, bo 13-tego Panna Maria objawiła się dzieciom. Ksiądz uścisnął mnie za rękę i powiedział „Zobaczysz, stanie się cud”. Kiedy po południu przyszły wyniki, okazało się że zaczęła się wyraźna tendencja spadkowa – w ciągu następnych 3 dni wynik beta HCG obniżył się z 960 do 63. Operacja okazała się niepotrzebna i wróciłam do domu w czwartek przed Wigilią.

Uzmysłowiłam sobie, że od pierwszego uzdrowienia miałam pragnienie pojechać do Fatimy albo do Lourdes. A to Maryja przyszła do mnie do szpitala i wyprosiła mi u swego Syna uzdrowienie. Dziękuję Ci Maryjo!

Ale to jeszcze nie wszystko! Dwa miesiące temu przesiliłam rękę, zrobiła mi się buła. Lekarka powiedziała, że to stan zapalny i chciała unieruchomić rękę. Nie zgodziłam się na to z powodu pracy. Przepisała mi więc środki przeciwbólowe i trochę to pomagało. Na ostatniej mszy św. modliłam się za znajomą mi osobę, chorą na kręgosłup. W pewnym momencie sama poczułam ciepło napływające do rąk i usłyszałam słowa poznania: „Jezus przychodzi do osoby, którą boli ręka, dokładnie chodzi o dłoń, jest tam problem z nerwem”. Zaczęłam niepewnie ruszać ręką i nie czułam już bólu. Jezus zabrał mi ten ból.

Chwała Panu!

Halina